Jan Szajowski (Prezes): 508 231 617
Paweł Goleman (Zawadka): 607 062 886
kontakt.skpb.lublin@gmail.com

Dolomity (2018)

Dolomity (2018)

Relacja z sierpniowego wyjazdu we włoskie Dolomity.

Uczestnicy: Rafał (Przewodnik SKPB Lublin) i Tomasz

 

Pierwsze wyjście w góry – niedziela 26.08.2018 r.

Całą drogę z Polski padało. Mimo wakacji trafiliśmy na załamanie pogody. Po dojechaniu w góry, temperatura spadła poniżej zera i padał śnieg. Podobno anomalia… Takie warunki pogodowe w tym terminie, na północy Włoch to raczej rzadkość. Auto osobowe na oponach letnich, które musiało się wspinać po zaśnieżonych serpentynach, dostarczyło nam nie lada wrażeń… Poniżej zdjęcia okolic Lago (jeziora) di Misurina.

 

 

Z racji trudnych warunków pogodowych oraz zmęczenia, wynikającego z całonocnej jazdy autem z Polski w Dolomity, wybraliśmy stosunkowo prostą trasę na ten dzień. Zaparkowaliśmy na przełęczy kilka kilometrów na północny-zachód od m. Cortina d’Ampezzo.

Trasa wiodła z przełęczy (wł. Passo) TRE CROCI do schroniska (wł. RIFUGIO) AL SORAPISS „Alfonso Vandelli”, położonego na wysokości 1926 m.n.p.m.  Jest to około 250 m wyżej od najwyżej położonego schroniska w Polsce, leżącego w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Przy schronisku znajduje się jezioro lago DEL SORAPIS. Dolomity są to góry zbudowane głównie z wapieni i dolomitów. To właśnie wapniowi jezioro zawdzięcza charakterystyczny kolor. Widoki porównywalne do tych znanych nam z Tatr. Trasa na około 1,5h w jedną stronę. Na szlak wyruszyliśmy stosunkowo wcześnie jak na włoskie warunki (około 10:00), a więc nie spotkaliśmy wielu ludzi. Dopiero w drodze powrotnej zaczęliśmy mijać więcej turystów. Większość z uśmiechem witała nas ciepłym BUONGIORNO lub SALVE. Szlak jest łatwy. Nawet starszym turystom nie powinien sprawiać trudności. Widoki tylko z jednej strony szlaku, ale warte zobaczenia.

 

 

Schronisko może być dobrym punktem wypadowym w dalszą część pasma Gruppo del Sorapis.

Tego dnia wędrówkę zakończyliśmy stosunkowo wcześnie, dzięki czemu mogliśmy poszukać miejsca na nocleg. Pobliska Cortina d’Ampezzo jest oblegana przez turystów, więc ceny są stosunkowo wysokie. Sprawdziliśmy ceny w kempingu Olimpia. Za 1 nocleg dla dwóch osób pod namiotem i auto musielibyśmy zapłacić około 33 Euro. Cena zachęciła nas do dalszych poszukiwań ☺. W ten sposób, po przejechaniu około 50 km na południowy – zachód, trafiliśmy do doliny Val di Zoldo i kempingu Civetta położonego w miejscowości Pecol. Po drodze podziwialiśmy przepiękne widoki i zrobiliśmy krótki postój na na Passo di Giau (wysokość 2 282 m.n.p.m.)

 

 

Cena za ten sam pakiet jak wyżej – 19 Euro. Warunki były bardzo dobre. Kilka łazienek, suszarki, pralki, prąd na polu namiotowym, jadalnia z kominkiem itp. Wiele osób przyjeżdża tu kamperami, choć do dzisiaj zastanawiam się, jakim cudem pokonują te wysokości i serpentyny pojazdami o znacznych gabarytach… Nasz cel, wyznaczony na dzień następny to góra : CIVETTA 3 220 m n.p.m., czyli piąty wśród najwyższych szczytów Dolomitów.

 

 

Dzień drugi – poniedziałek 27.08.2018 r.

Marsz rozpoczęliśmy przed godziną 9:00 z wysokości około 1380 m.n.p.m. Na Civettę chcieliśmy się dostać poprzez via ferrata Alleghesi (wg rankingów internetowych jedna z piękniejszych via ferrat). Po prawie 4 godzinach marszu (drogi kolejno 586, 587, 557) podeszliśmy w okolice via ferraty. Oznaczenia szlaku były bardzo słabe. Przed samą ferratą straciliśmy około 30 minut na szukaniu „żelaznej drogi” (stalowa lina do której wpina się karabińczyki – niezbędne tutaj są kask, uprząż, lonża, rękawiczki). Już na tym etapie widoki były bardzo atrakcyjne.

 

 

 

 

Po ponad 3 godzinnym wspinaniu (praktycznie cały czas lina lub drabinki) weszliśmy na szczyt. Zacytuję: Widoki są bardzo oryginalne, szczególnie na Monte Pelmo (3168 m.), który oglądamy nieco z góry. Po przeciwnej stronie, w dole lśni tafla jeziora Lago di Alleghe; dalej i wyżej widać potężny masyw Marmolad (http://www.dolomity.pl/viaferrata.php?id=2).

 

 

Szlak jest mało uczęszczany przez turystów. Praktycznie nikogo tutaj nie da się spotkać. Widoki godne polecenia.

Schodzimy inną drogą: na małe schronisko (riffugio M.V.Torrani 2984 m n.p.m.). Śnieg z tej strony szczytu sięga po pas. Na szczęście miejsca gdzie było go bardzo dużo szybko się kończą. Po drodze znajduje się jeszcze kilka łańcuchów i ubezpieczeń. Do kempingu docieramy około godziny 21:00.

 

Dzień trzeci – wtorek 28.08.2018 r.

Trudy dnia poprzedniego oraz przemoczone przez rozpuszczony śnieg buty sprawiły, że zrezygnowaliśmy z ferrat na rzecz łatwiejszego szlaku. Dla rozruszania zaplanowaliśmy stosunkowo prostą i krótką trasę. Jedziemy autem z m. Pecol na zachód, około 20 km. Docieramy do przełęczy Passo Cibiana 1530 m n.p.m. Auto zostawiamy na płatnym parkingu i ruszamy pieszo (choć jest opcja busa) na Monte Rite 2183 m n.p.m. Marsz zajmuje nam około 1,5 godziny. Pod szczytem umieszczono  muzeum R. Messnera (pierwszy zdobywca Korony Himalajów i Karakorum – wszystkie czternaście ośmiotysięczników świata, autor około 50-ciu książek). Bilet wstępu to koszt około 10 Euro. Z samego szczytu podziwiamy piękne widoki z każdej strony.

 

 

 

 

 

Dzień czwarty – środa 29.08.2018 r.

Po długich dywagacjach podjęliśmy decyzję aby wyruszyć w pasmo Tofan. Z miejscowości Pecol, wyruszyliśmy około 7 rano i po przejechaniu około 50 km na północ, dotarliśmy do schroniska Angelo DIBONA. Ostatni odcinek drogi dla zwykłego osobowego auta nie był łatwy. Parking pod samym schroniskiem jest duży i bezpłatny, ale też stosunkowo oblegany z racji popularności Tofan. Już o godzinie 8 rano na parkingu znajdowało się dużo aut.

 

Za cel obraliśmy sobie szczyt Tofana de Rozes (3 225 m n.p.m.) trasą przez starą sztolnię i via ferratę Gianni Lipella. Po ponad godzinie marszu dotarliśmy pod drabinę prowadzącą do sztolni. W tym miejscu spora grupa turystów nakładała już uprzęże, kaski i niezbędne oświetlenie.

 

 

 

Przejście sztolni zajęło nam około 15 minut. Później rozpoczęła się stosunkowo prosta na początku ferrata, często przechodząca w zwykły marsz półkami skalnymi. Widoki były przyzwoite. Z czasem musieliśmy przywyknąć do bardziej stromych wspinaczek.

 

 

Po około 4 godzinach zakończyliśmy wspinanie. Pod koniec zmęczenie i brak posiłków, które dostarczyłyby dodatkowej porcji energii, dały znać o sobie… Do szczytu pozostało jeszcze 200 m w pionie, już bez dodatkowych zabezpieczeń.

 

 

Droga zejściowa wiedzie inną trasą, przez ruiny starego schroniska Cantore. Widoki są godne polecenia. Po drodze widzimy wiele wariantów zejściowych. Znamy kierunek którym mamy podążać, jednak brak oznakowania utrudnia zejście. Nie wiemy, która droga jest właściwa. Włosi zdają się nie przejmować takimi szczegółami.

 

 

Docieramy do parkingu po kolejnych około 2 godzinach. Przed 17-stą ruszamy w drogę powrotną. Już wiemy, że zobaczyliśmy zaledwie skrawek Dolomitów i że musimy tu wrócić.

Załączam link do całkiem dobrego źródła informacji na temat Dolomitów: http://dolomity.j.pl/.

Nie polecam map produkcji Freytag&Berndt, ponieważ niestety są mało czytelne (jestem w posiadaniu WK S10). Map wymienionych w powyższym linku nie testowałem.

Na szczytach, gdzie wiał dosyć mocno wiatr sprawdziła się leciutka kurtka Costabona ze sklepu Kwark.